Zgodnie z zaleceniami Ojca Illuda zaczęliśmy poszukiwania od miejsca zwanego Fallgourd Float w którym ostatnio widziano statek. Naoczny świadek Vortefaurt, który twierdzi, że widział go pięć lat temu jak przelatywał po niebie Gridanii, może wiedzieć coś więcej. W podwieszanym mieście nad jeziorem znaleźliśmy weterana, od którego mieliśmy dowiedzieć się więcej na temat statku. Informacje jakie nam przekazał to, że przelatując znikną za górami Coerthas na północy. Według niego powinniśmy porozmawiać z astrologami z Obserwatorium, którzy powinni wiedzieć więcej, gdyż prowadzą spis tego co się dzieje na niebie. Doradził nam także, że Ishgardianie nie są nastawieni przychylnie do obcych i powinniśmy jakoś spróbować wkupić się w ich łaski.
Mroźna kraina, chłodni mieszkańcy
Po dotarciu do podnóża gór Coerthas naszym oczom ukazała się kraina pokryta śniegiem. Podczas wędrówki złapała nas burza śnieżna, która utrudniła nam nawigowanie po nieznanym terenie. Używając znikomych śladów na drodze i uważnie wypatrując jakiegokolwiek światła oznaczającego jakiekolwiek szanse na ciepłe miejsce w którym moglibyśmy się ogrzać. Po pewnym czasie gdy mieliśmy szukać już miejsca na nocleg, choćby w jaskini, Alphinaud zauważył w oddali nikłe czerwone punkty przypominające Bomby, które można było znaleźć nieopodal kopalń. Postanowiliśmy to sprawdzić, gdyż istniała szansa na natknięcie się na cywilizację. Po mniej więcej 15 minutach drogi dotarliśmy do Obserwatorium, którego mieszkańcy przywitali nas tak samo jak ta kraina, czyli chłodno.
Nie moja sprawa, ale…
Od głównego Astrologa dowiedzieliśmy się, że nasze żądania są bezpodstawne i nie mamy czego tu szukać. W trakcie rozmowy wszedł Ishgardiański Inkwizytor, który chciał porozmawiać z tą samą osobą co my. Widząc, że przeszkodził w czymś, przeprosił i wyszedł. Przed samym wyjściem odwrócił się i przestrzegł nas, żebyśmy nie mieszali się w ich sprawy. Nie wiem o co dokładnie tu chodzi, ale żeby znaleźć statek Cid’a chyba nie będziemy mieli wyboru.
Światełko w tunelu
Jeden z astrologów Jocea, który podsłuchał naszą rozmowę i wiedział, że nasza sprawa jest wielkiej wagi. Polecił on udać się do Lorda Portelaine i złożyć petycję z prośbą o pomoc w komunikacji z innymi rodami, które mogłyby nam pomóc. Aby poszukiwania Enterprise ruszyły do przodu musimy wkupić się w łaski innych rodów. Pierwsze zadanie miało być proste, pomóc w zbadaniu miejsca napadu na przewoźnika. Z pozoru prosta rzecz okazała się zawiła, gdyż w znalezionych rzeczach odkryto drakoński różaniec, którego posiadanie jest równoważne z herezją. Skrzynia w której go odkryto należała do rodu Haillenarte. Lord Portelaine natychmiast dał znać inkwizytorom aby zbadali tę sprawę.
Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie
Stojący obok Ser Carrilaut skinieniem głowy dał znać abyśmy podeszli do niego. Ściszonym głosem powiedział nam, że osobiście zna rodzinę Haillenarte i najprawdopodobniej zostali oni wrobieni. Udaliśmy się Lorda Francel’a z nękanego rodu, aby dowiedzieć się więcej o zaistniałej sytuacji. Powiedział on nam, że to już nie pierwszy taki raz, i ktoś musiał to wszystko ukartować. Poprosił on abyśmy udali się do Lorda Haurchefant’a i poprosili go o pomoc w tej sprawie. Wyruszyliśmy więc do osady obok aby dostarczyć wiadomość. Gdy dowiedział się o całej sytuacji jego twarz spochmurniała. W celu dowiedzenia się czegoś więcej polecił on abyśmy popytali osoby z innych rodów czy czegoś nie wiedzą. Niestety nikt nie wiedział więcej niż sami już wiedzieliśmy. Coś tak czułem, że nasze poszukiwania Enterprise nie będą takie łatwe jak się wydawało na początku…
Drakońskie różańce
Zasmuceni brakiem rezultatów postanowiliśmy poszukać u źródła, czyli u porterów przewożących skrzynie z zakazanymi przedmiotami. Twierdzili oni, że są niewinni. Pozwolili nam nawet przeszukać rzeczy, pewni tego, że nic nie znajdziemy. Na ich nieszczęście znaleźliśmy kolejne dwa różańce. Oczywiście zaprzeczyli temu i zrzucili winę na inspektorów, czyli inkwizytorów i ishgardiańskich rycerzy. Gdy pokazałem dowody Lordowi Harchefant’owi, uznał on, że są wystarczające i powinniśmy udać się natychmiast do Lorda Francel’a, który miał być właśnie poddawany procesowi.
Po ostrzejszej wymianie zdań okazało się, że jeden z rycerzy inkwizytora posiadał przy sobie owe różańce. Przyzwał on stworzenie podobne do smoka, które okazało się godnym przeciwnikiem. Walka była zacięta, lecz pod napływem ciosów potwór padł. Chwilę po tym pokazałem naszyjniki znalezione przy zwłokach rycerza Inkwizytorowi.
Dzięki temu dało nam się ocalić Lorda Francel’a, inaczej mógł by zapłacić głową za coś czego nie zrobił. Dodatkowo mogło by to spowodować większe spory wśród innych rodów.
Ślad prowadzi do…
Dzięki naszej pomocy mieliśmy teraz większe szanse, że ktoś nam poda jakieś szczegóły i w końcu ruszymy do przodu z poszukiwaniami Enterprise. W końcu jakieś konkrety! Udało nam się dotrzeć do Inwentarzysty, który był naocznym światkiem lądowania statku Cid’a pięć lat temu. Według jego zeznań pojazd powinien być w Stone Vigil. Niestety wieża strażnicza już od dłuższego czasu znajduje się pod kontrolą Dravanian. Teraz wystarczyło tylko uzyskać pozwolenie od rodu Durendaire, który pilnował ruin. Udaliśmy się w celu uzyskania zgody do Lorda Drillemont. Gdy byliśmy pewni, że wszystko już jest załatwione, niespodziewanie pojawił się Inkwizytor i oznajmił, że nie można nam ufać. Cóż za tupet! Wszyscy ślepo wierzą w jego nieomylność! Wygląda na to, że przed znalezieniem Enterprise ciągle długa droga.



Ahh Ci Ishgardczycy, przewrażliwieni na punkcie heretyków. Tak łatwo przychodzi im oskarżanie innych. Świetna robota z doprowadzeniem śledztwa do szczęśliwego finału!